Khordong Network: Poland | Germany | India

Nauczyciele

Tulku Thondup

Tulku Thondup urodził się w 1939 r. w Goloku, we wschodnim Tybecie. Gdy miał 4 lata rozpoznano go jako inkarnację Konme Kempo, cenionego uczonego i świętego ze słynnego klasztoru szkoły Ningmapa - Dodrub Czien. Thondup Rinpocze mieszkał i studiował w tym klasztorze gdzie otrzymał tytuł Dordże Lobpona (mistrza Wadżry). W 1958 r. osiedlił się w Indiach. W latach 1967-76 pracował jako wykładowca na Uniwersytecie Lucknow. Od 1980 r. przebywa w Stanach Zjednoczonych. W latach 1980-83 był gościem Harwardu. Obecnie zajmuje się przekładami i historią buddyzmu tybetańskiego, a zwłaszcza tradycji Ningmapy. Wydał liczne pozycje z dziedziny buddyzmu tybetańskiego.

Wiele łączy mnie z Czime Rigdzinem Rinpocze. Wielki Terton, Khordong Terczien Nuden Dordże był bratankiem Pierwszego Dodrupczenia Rinpocze. Tulku Tsultrim Zangpo (Tulku Tsullo), główny nauczyciel Czime Rigdzina Rinpocze, był uczniem Trzeciego Dodrupczenia Rinpocze. Poza tym Szugczug Gompa, główna siedziba Tulku Tsultrima Zangpo znajduje się 15 - 20 mil od klasztoru Dodrupczen. Zostałem rozpoznany jako inkarnacja Konme Khenpo, jednego z czterech wielkich khenpo klasztoru Dodrupczen z początków XX wieku. Konme Khenpo mieszkał w pustelni klasztoru Szugczug. Na jego terenie zbudował duży czorten (stupę). Sam klasztor jest jednym z trzech głównych klasztorów linii Khordong . Pozostałe to Khordong i Bane. Tertul Czime Rigdzin Rinpocze opuścił Kham w młodości. Po latach pobytu w Centralnym Tybecie wyjechał do Indii, gdzie potem zamieszkał. W 1957 roku razem z Kjabdzie Dodrubczeniem Rinpocze znalazłem się w Indiach jako uchodźca. W 1962 roku przypadkowo spotkałem Tertula Rinpocze (C.R. Lamę) w Kalimpongu. Było to po Jego powrocie z Włoch i Niemiec. Zaproponował mi, że jeśli szukam finansowej pomocy lub pracy mogę przyjechać do Szantiniketan. W tamtych czasach Rinpocze był jedynym Tybetańczykiem mającym stanowisko wykładowcy na indyjskim uniwerytecie. Po jakimś czasie pojechałem do Szantiniketan, gdzie Rinpocze pomógł mi złożyć podanie o stypendium naukowe do Indyjskiej Komisji Stypendialnej. W 1963 roku otrzymałem stypendium i w trakcie moich badań przebywałem z rodziną Rinpocze przez trzy, cztery lata. Rinpocze opiekował się mną jak ojciec lub brat, wziął mnie pod swoje skrzydła. Nasze ówczesne życie było ciche, ale szczególne. Zawsze zachowam je w pamięci jak skarb. W 1967 roku Uniwersytet w Lucknow zaproponował mi stanowisko wykładowcy (docenta). Przeniosłem się więc do Lucknow, gdzie uczyłem przez dziewięć lat. W 1976 roku po latach wysiłków Rinpocze, Uniwersytet w Szantiniketan zaproponował mi stanowisko wykładowcy (profesora nadzwyczajnego). Wróciłem więc i wykładałem przez cztery lata. Znowu mieszkałem z rodziną Rinpocze przez te cztery lata. W 1980 roku przyjechałem na Uniwersytet Harvarda i już nie wróciłem do Indii. Rinpocze jest jedną z wielkich postaci w historii linii ningma. Łączył w sobie zadziwiającą moc i spontaniczną miłość, coś co trudno znaleźć. Rinpocze kochał mnie jak własnego brata lub dziecko i opiekował się mną z najwyższą uwagą. Zawsze chciał, żebym nauczał jako lama (guru). Jednakże ja wolałem po prostu pisać i dawać wykłady. Mam nadzieję, że uczniowie Rinpocze pozostaną w kręgu błogosławieństwa jakim ich łaskawie obdarzył bez ulegania jakimkolwiek intelektualnym lub emocjonalnym pokusom.

Tulku Thondup - Parę słów dla sanghi J. Św. Czime Rigdzina Rinpocze

Ostatnie dwa dni spędziliśmy na naukach i medytacji w ośrodku Khordong w Berlinie. Jestem bardzo szczęśliwy, że możecie w nich uczestniczyć. Wierzę, że z nich skorzystacie. Dla mnie to wspaniała okazja z dwóch powodów. Po pierwsze, cudowna szansa na spotkanie starych znajomych i poznanie nowych. Po drugie, czuję się szczęśliwy mogąc poprowadzić nauki i medytacje, które wesprą to życie i kolejne, nie znane nam, nadchodzące żywoty. Nauka i doświadczenie medytacyjne zaopatrzą nas w siłę wspomagania innych. Kiedy razem praktykujemy, a tej praktyce towarzyszą zrozumienie, koncentracja i oddanie, możemy zauważyć jak nasze serca łączą się, nasze umysły nadają na tych samych falach, a istnienie rozkwita dzięki mocy modlitw i świętowania pełnego oddania. Ten rodzaj oddanej medytacji jest wspaniałą metodą służącą budowaniu mocnej duchowej podstawy. Dzisiaj będziemy omawiać kilka kwestii związanych z sanghą (wspólnotą) i linią tradycji Khordong. W głębi serca marzę o oglądaniu was wszystkich - oddanych uczniów Rinpoczego i bliskich mi przyjaciół - wędrujących ramię w ramie ścieżką wiodącą ku duchowemu celowi, który pokazał Rinpocze. Wielu z was spotkało Rinpoczego, Czime Rigdzina Rinpoczego. Paru z was nie miało tej sposobności. Jednakże wszyscy w taki lub inny sposób, zostaliście zainspirowani przez niego i tradycję linii, której był przedstawicielem. Innymi słowy znacie go, macie z nim związek. Nie ma więc potrzeby tego powtarzać. Jednakże chciałbym powiedzieć kilka słów, aby wzmocnić tę pamięć i związek. Jak wiecie, Rinpocze to wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju mistrz. Jest reinkarnacją Khordong Terczena z Klasztoru Khordong w Khamie, na terenie Wschodniego Tybetu. Khordong Terczen był reinkarnacją Kjeczunga Lotsały - jednego z 25 uczniów Guru Padmasambhawy. Khordong Terczen był wielkim tertonem (odkrywcą skarbów Dharmy), odnalazł wiele tomów tekstów term i liczne święte przedmioty ukryte w VIII wieku dzięki oświeconej mocy Guru Padmasambhawy. W linii łączącej was i Guru Rinpocze - największego, niezwykłego mistrza w historii buddyzmu i źródła licznych, głębokich, ezoterycznych nauk - jest tylko jeden nauczyciel, Rinpocze. Jak doskonale wiecie, wielu wielkich lamów rozpoznało go jako tulku, inkarnację Khordong Terczena. Mnie jednak najbardziej przekonuje jeden dowód. Tulku Tsullo (Tsultrim Zangpo) opiekował się, żywił i nauczał Rinpoczego traktując go jako swoje duchowe dziecko. Tulku Tsullo był jednym z największych uczonych, ascetów i znawców świata ningmapy. Był Buddą w ludzkim ciele. Służył i obdarzał szacunkiem Rinpoczego jako inkarnację Khordong Terczena, będącego jego nieustającym schronieniem. Rinpocze dorastał w klasztorze Khordong w Dolinie Nji we Wschodnim Tybecie oraz w pustelni Kunkhe, przy boku Tulku Tsullo. Kiedy miał około 18 lat, ruszył do Centralnego Tybetu i wkrótce dotarł do Indii, gdzie spędził resztę życia. Kilka razy powtórzył przy mnie: "Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, co stanie się w Tybecie. Dlatego wyjechałem tak wcześnie." Rinpocze wspierany przez swoja partnerkę Amalę Sangje Khandro był na ścisłym, trzyletnim odosobnieniu sponsorowanym przez Króla Mandi, w Tso Pema (Lotosowe Jezioro, Rewalsar) w prowincji Himaćal. Uważa się, że Tso Pema jest jeziorem stworzonym przez Guru Padmasambhawę. Przekształcił on ogień w wodę i lotosy w chwili, kiedy król Zahor - ojciec Mandarawy, jego przyszłej partnerki - próbował spalić go żywcem. Król Mandi ma należeć do linii króla Zahor. Na prośbę króla Mandi, Rinpocze powstrzymał uciążliwą suszę sprowadzając ulewę. Siedział na zewnątrz, na zimnie osłonięty jedynie mokrym, bawełnianym prześcieradłem. W 1954 roku, [Rinpocze] przyjął nominację akademicką z Uniwersytetu Vishva-Bharati (Szantiniketan), instytucji stworzonej przez Rabindranatha Tagorego (1861 - 1941) - wielkiego poetę indyjskiego i laureata nagrody Nobla. Do 1987 roku prowadził Wydział Studiów Indo-tybetańskich. Pod jego kierownictwem wydział stał się instytutem o solidnych podstawach, gdzie studiowano literaturę tybetańską i buddyzm. Rinpocze był pierwszym uczonym tybetańskim na tak wysokim stanowisku uniwersyteckim w Indiach. W 1958 roku, na zaproszenie profesora Giuseppe Tucciego (1894 - 1984), Rinpocze spędził rok w IsMEO (l'Instituto Italiano per il Medio ed Estemo Oriente) w Rzymie. Miał pomagać w projektach badawczych. Tak samo przez rok pracował na Uniwersytecie Monachijskim. Ja sam spędziłem siedem lat (lata 1963-66 i 1976-80) korzystając z jego pomocy w Szantiniketan. Był to czas kiedy z wielką radością poznawałem Rinpoczego jako życzliwego, pełnego mocy, wielkiego jogina. Nawet obcy ludzie mijani na ulicy byli głęboko pod wrażeniem jego obecności. Wiele osób z nim związanych czuło się w jego obecności zaskakująco bezpiecznie. Jego bliskość dawała zakorzenienie i podnosiła na duchu. W końcu lat sześćdziesiątych Rinpocze zaczął mieć uczniów z Zachodu. O tym etapie życia Rinpocze wiecie więcej ode mnie. Rinpocze nie lubił, żeby ludziom było za wygodnie i za leniwie. Czasami wydawał się zagniewany i krzyczał, ale w tym samym momencie często odwracał się do ciebie z najpiękniejszym uśmiechem i spoglądając kochającym wzrokiem rozmawiał ze spokojnym umysłem. Zatem był to tylko gra wynikająca z jakiegoś powodu, a nie działanie wynikające z emocji. Kiedy oglądacie buddyjskie wizerunki, możecie zetknąć się z licznymi postaciami gniewnych i łagodnych buddów. Gniewni buddowie nie są istotami pełnymi agresji. Taka forma manifestacji pozwala im ujarzmiać silne, negatywne moce. Ich umysły muszą pozostawać spokojne, radosne i wszechwiedzące. Gdyby tak nie było nie mówilibyśmy tutaj o buddach, ale o potworach. Zatem także Rinpocze, zależnie od sytuacji, ukazywał się w gniewnej postaci, ale taki nie był. Jego serce było zawsze pełne miłości i troski. Studiował również z wieloma wielkimi uczonymi takimi jak Tulku Tsullo i stał się uczonym mistrzem. Skupiał się przede wszystkim nie na materiale naukowym, ale w cudowny sposób nauczał poprzez bycie sobą. Wielcy mistrzowie wypracowują własny styl nauczania i pomagania uczniom. Rinpocze stosował moc odprawiania ceremonii. Poprzez ceremonie, modlitwy i śpiew z oddaniem uczył, otwierał ludzkie serca, dawał przekazy i inicjował doświadczenia duchowe. Głównym sposobem były śpiewane modlitwy i wspólne ofiary tsogu. W szczególności chodzi tutaj o siedmiolinijkową modlitwę Guru Padmasambhawy. Przewodził uczniom w ofierze tsogu. Wielokrotnie, prawie przez cały dzień śpiewał z nimi modlitwy z muzyką. Niektórzy zaczynali płakać i drżeć z oddania. Wpadali w rodzaj transu. Rinpocze mawiał: "Gdyby umieli uciszyć konceptualny umysł, mogliby doświadczyć prawdziwej natury". Wiele razy mi mówił, ze Tulku Tsullo wraz z uczniami miał we zwyczaju śpiewać siedmiolinijkową modlitwę z towarzyszeniem instrumentów i bębnów. Dzięki sile oddania wielu uczniów płakało, drżało, omdlewało. W rzeczywistości nie tracili przytomności. Po prostu uciszali konceptualny umysł poprzez obudzenie swojej prawdziwej natury. Rinpocze nie był zainteresowany imponowaniem komukolwiek, ani tym co inni mogliby o nim pomyśleć. Jego pozbawiony pretensjonalności charakter i autentyczność najbardziej chwytały za serca. Ze zwykłą sobie pewnością siebie, wielkodusznie prowadził wielu. Opowiadał też o tym co zdarzy się w przyszłości. I chociaż nie brzmiało to jak przepowiednia, dzięki wglądowi w przyszłość, w subtelny sposób, bezpośrednio lub pośrednio mówił o możliwych, przyszłych wydarzeniach. Był tak bezpośredni, że mówił wszystko co przyszło mu do głowy, bez udawania ani wahania. Amala mawiała: Co ludzi pomyślą, skoro ubierasz się w ten sposób? Proszę, załóż coś stosowniejszego. A on odpowiadał: Ludzie mówią, że przychodzi C.R. Lama, a nie przychodzi ubranie C.R. Lamy. Nigdy nie przejmował się tym jak wygląda. W 1980 roku wyjechałem do Ameryki. Potem udało mi się spotkać z Rinpoczem trzykrotnie, na bardzo krótko. Dlatego o tej części życia Rinpoczego wiecie więcej ode mnie. Mimo to, chciałbym tutaj przypomnieć o dwóch sprawach związanych z Rinpoczem. Po pierwsze - był to urodzony, pozbawiony pretensjonalności, prawdziwy mistrz. Po drugie - miał swój sposób nauczania, docierania do uczniów, pomagania w obudzeniu się poprzez ceremonie, modlitwy, oddanie. Mam nadzieję, że będziecie o tym pamiętać i z tego korzystać. Minęło ponad cztery lata od jego odejścia. Jestem szczęśliwy, ze nadal jesteście razem jako sangha, wspólnota Rinpoczego. Często zdarza się, że po odejściu mistrza uczniowie zaczynają opuszczać ośrodek i w końcu nie ma nikogo, kto utrzymałby linię przekazu. Sangha Khodong pozostała razem, utrzymuje linie przekazu Czime Rigdzina Rinpoczego. Tutaj, w Berlinie spotykacie się w każda niedzielę, w dzień Guru Rinpoczego i w pełnię. Spotkanie, jak to łatwo brzmi! Wiem jednak, że wymagają one sporego wysiłku i zaangażowania z waszej strony. Odwiedzanie ośrodka niesie za sobą liczne cele i pożytki. Utrzymuje ośrodek, służy Rinpoczemu, utrzymuje linie przekazu. Ważniejsze jest jednak doskonalenie własnego życia, nie tylko obecnego, ale także kolejnych żywotów w przyszłości. Chodzi także o przekształcenie siebie w lepsze narzędzie służące wszystkim istotom-matkom w oparciu o moc zasługi, błogosławieństw i aspiracji. Pozostawanie aktywną częścią sanghi Rinpoczego, pomimo osobistych trudności, pozwoli wam cieszyć się jego mocą i miłością, podobnym do niezachodzącego słońca. Podziwiam was i dziękuję za to jak służycie sobie i innym. Nie tylko Berlin. To również w innych miejscach - Darnkowie, Gompaland w Indiach - wielu uczniów Rinpoczego ciężko pracuje na rzecz utrzymania jego nauk i praktyk. Cieszę się z głębi serca widząc to oddanie. Dziękuje każdemu z nich. Sam Budda ustanowił system wspólnot. Aby utworzyć sanghę trzeba było zebrać czterech w pełni wyświęconych mnichów lub cztery mniszki. Potem pojawił się system sanghowy bodhisattwów i tantryków. Osoba z najdłuższym stażem bezinteresownie przewodzi grupie. Reszta podąża za przywódcą z szacunkiem, pracuje i praktykuje na ścieżce niczym jeden organizm. Wszelkie działania sanghi powinny być zainspirowane miłością wobec wszystkich i oddaniem dla trzech Klejnotów: Buddy, Dharmy i Sanghi. Harmonijne życie i praktyka we wspólnocie tworzy z sanghi sanktuarium dla nas samych i dla przyszłych praktykujących. Ogólnie mówiąc, pojęciem "szlachetna sangha" określamy wspólnotę tych, którzy urzeczywistnili duchową ścieżkę i uwolnili się od mentalnych skażeń. W swojej duchowej podróży powinniśmy polegać na tej właśnie sandze. Również na początku każdego rodzaju praktyki w jaką się angażujemy należy przyjmować w niej schronienie. W naszej wspólnocie mogą być tak zaawansowane osoby lub nie. Jednak z pewnością wszyscy nad tym pracujemy. Rinpocze sam stworzył sanghę Khordong i sam ją prowadził. Najpierw przewodził jej fizycznie, a teraz duchowo. Podążacie za nim i dbacie o skarby, jakie wam przekazał. Przez wszystkie lata po odejściu Rinpoczego, wielu z was poświęciło wspólnocie wiele czasu i siły. Jeśli będziecie kontynuować tę służbę z zaufaniem dla Trzech Klejnotów, miłością wobec wszystkich czujących istot i szacunkiem dla członków sanghi, sama praca stanie się pełna mocy praktyką dharmiczną. Każdy rodzaj pracy, choćby sprzątanie stanie się prawdziwą służbą dla przyjaciół w Dharmie i innych, najlepszą ofiarą dla trzech Klejnotów i Rinpoczego. Tak samo jak w historii Czudapanthaki (Lam Phram brTan)1, będzie bodhiczittą skierowaną ku wszystkim istotom-matkom, oczyszczeniem przeszłych nieprawości, sposobem zbierania zasługi, najgłębszym ćwiczeniem oddania i guru jogą służącą obudzeniu własnej oświeconej natury. Wciąż jednak jesteśmy ludźmi z krwi i kości, istotami pełnymi emocji. Kiedy zbieramy się razem - także dotyczy to ośrodka Dharmy - rozmaite potrzeby emocjonalne i wyobrażenia mogą się ze sobą ścierać. Jeżeli pozwolimy sobie na nieskrępowane ich okazywanie i działanie, spokój i błogosławieństwo ośrodka nie będą miały szansy rozkwitnąć.
Sposoby prowadzenia działań sanghi.
Na poziomie indywidualnym.
Przyjmujemy opinie i pomysły każdego członka. Należy unikać konfliktów - dochodzimy do zgody jednomyślnie lub korzystamy z mądrości rozsądnej osoby prowadzącej. Wszyscy działają na rzecz ustalonego przedsięwzięcia. W ten sposób uzyskuje się wielki rezultat.
Na poziomie duchowym.
Ośrodek jest świętym miejscem. Ciesz się na wizytę w nim tak samo jak na pielgrzymkę do sanktuarium. Witaj wszystkich przepełniony czystą miłością widząc w każdym towarzysza na ścieżce oświecenia. Patrz na przedmioty kultu jak na żyjących buddów obdarzonych wszechwiedzącą mądrością, nie uwarunkowaną miłością i niezmierzoną mocą. Jeśli zdołasz podejść w ten sposób, umysł będzie ćwiczył się w czystym postrzeganiu, a przez to te same właściwości zaczną się w nim budzić. Medytuj lekko i radośnie, skupiając umysł bez reszty. Raduj się wciąż i wciąż - spędzasz cenny czas swojego życia na medytacji! Uciążliwe obowiązki związane z ośrodkiem uznawaj za przywilej i ofiarę. Następnie, również w domu i pracy, utrzymuj w pamięci "uczucie" z medytacji. Ciesz się nim raz za razem - teraz, potem, przez cały dzień. Kiedy jesteś zajęty, gotujesz albo spacerujesz, spróbuj wyrobić sobie nawyk cichego śpiewania modlitw. Jeśli tak zrobisz, włączysz spory kawałek z życia w działania pełne zasługi. Jakie to cudowne! Powoli życie zacznie się zmieniać na twoich oczach. Tak, możesz praktykować samotnie, na odosobnieniu. Jednakże praktyka w towarzystwie innych oddanych ludzi inspiruje z większą siłą. Możesz uzyskać pomoc od innych, możesz też ich wspierać. Tak wygląda życie opierające się na zasadach bodhisattwy i tantry. Tak jak wspomniałem wcześniej, szczególnie Rinpocze kładł nacisk na docieranie do innych poprzez ceremonie takie jak choćby ofiara tsogu. Dlaczego Rinpocze stworzył ośrodki? Musiał mieć wizję, musiał myśleć o przyszłości. Zewnętrznie Rinpocze wydawał się szorstki, ostry, beztroski i niedelikatny. Jednakże serce wypełniały mu głębokie współczucie i niezmierzona miłość. Na najgłębszym poziomie mądrość jaka posiadł pozwalała mu oglądać przyszłe wydarzenia. Dlatego też musicie pracować, aby jego wizja stała się rzeczywistością. Zdarza się, ze do ośrodka przychodzi tylko kilka osób. Sprzątają i utrzymują go w czystości. Mogą mieć wrażenie, ze nikogo oprócz nich nie obchodzi dbanie o centrum. Dlatego też wszyscy jak tu jesteście, starajcie się pojawiać w ośrodku dla własnego dobra i pożytku sanghi i linii przekazu. Najpierw sprawdźcie co, oprócz praktyki jest do zrobienia, do przygotowania czy zreperowania. Tak jak wspomniałem wcześniej, praca na rzecz ośrodka przynosi wiele zasługi. Ktoś może pomyśleć - Nie musze sprzątać, przecież mam tyle lat praktyki za sobą, dałem tyle pieniędzy na ośrodek. Prawie tu nie przychodzę, bo zawsze tylko praca i praca. Jeśli tak się dzieje coś jest nie tak. Powinieneś się zastanowić nad swoim podejściem. Ci z długą praktyką powinni być przykładem dla innych. Darczyńcy powinni także pomagać, aby zebrać jeszcze większą zasługę. Rzadko przychodzący do ośrodka powinni korzystać z tej niecodziennej okazji. A wszyscy muszą wspierać stałych bywalców, poświęcających swój czas i energię. Rinpoczego nie ma z nami, więc dla linii Khordong to najtrudniejszy moment. Nadal nie odnaleziono inkarnacji. Jednakże wierzymy, że przed nami lepsza przyszłość. Jeśli potraficie służyć linii przekazu pod nieobecność Rinpoczego, w najcięższym czasie, zbierzecie więcej zasługi niż za jego życia. Właśnie dlatego Budda powiedział: Służenie Dharmie w chwili, kiedy słabnie, daje większą zasługę niż próby podtrzymania Dharmy w jej rozkwicie. Osoby prowadzące powinny poznać pomysły i prośby pozostałych członków bez skupiania się na własnym "lubię", "tak mi się wydaje". W końcu mimo, że nie wszystkie życzenia zostaną spełnione należy przyjąć końcową decyzję jako decyzję całej wspólnoty. Tak działały sanghi w czasach Buddy. Rinpocze ustanowił w sandze regentów i inne osoby prowadzące. Ich obowiązkiem jest poznawać, szanować i prezentować życzenia i potrzeby wszystkich członków wspólnoty. Muszą także podejmować trudne i mądre decyzje dla dobra sanghi. Ciałem sanghi Khordong są jej nauczyciele/przywódcy i członkowie/uczniowie. Musicie żyć i działać w dharmicznym duchu - z miłością i szacunkiem - wobec każdego z was i rozwijać tę wizję dalej tak, aby objęła wszystkich.

Jomo Gudrun

Jomo Gudrun jest uczennicą J.Ś. Czime Rigdzina Rinpocze od 1989 roku.Z wykształcenia nauczycielka. Rinpocze wyznaczył ją na swoją przedstawicielkę w Niemczech. Jomo Gudrun towarzyszyła Rinpoczemu w wielu podróżach poczas których przełumaczono i zredagowano wiele z obecnie dostępnych rytualnych tekstów. Od 1997 roku, kiedy Rinpocze wyraził takie życzenie, Jomo Gudrun naucza i ma prawo udzielać określonych inicjacji. Jest osobą otwartą i łatwą w kontakcie, przekazuje Dharmę w sposób bezpośredni, pozbawiony kulturowych i językowych barier.

Medytacja sercem - niniejszy artykuł powstał na prośbę kilku członków sanghi

Podstawowe nauki Buddy dotyczą cierpienia, ale również sposobów zakończenia cierpienia. Zatem celem naszej praktyki jest przede wszystkim znalezienie szczęścia, radości, zadowolenia...dla siebie i dla innych. Wiekszość wskazówek do medytacji i cedziennego życia jakie stosujemy dzisiaj bazuje na doświadczeniu Buddy i innych joginów, którzy doszli do urzeczywistnienia. Poprzez te metody byli w stanie wyzwolić się z cierpienia, niezadowolenia, frustracji. Doświadczali stanów pełnych radości. My także możemy tego doświadczyć jeśli zastosujemy ich wskazówki. Jednakże źródłem inspiracji nie jest tylko Budda lub urzeczywistnione istoty. Możemy obserwować wokół siebie jakie działania przynoszą szczęście. Kiedy patrzymy na zakochanych jasno widać, że rozpuszczenie barier i przyjęcie miłości przynosi radość. To samo dzieje się między matką i dzieckiem... Wszyscy znamy takie chwile. Możemy korzystać z tych spostrzeżeń w medytacji. Kiedy zaczynamy, przywołujemy wspomnienie takiego doświadczenia - czegoś czego byliśmy świadkami lub doświadczyliśmy sami. Pozwalamy, aby wspomnienie nabrało mocy tak, aby ogarnęła nas fala radości. Aby wzmocnić to przywołujemy uśmiech w oczach. Zwracamy się do siebie z czułością i smakujemy pojawiające się rozluźnienie. Czujemy kiełkującą w sercu miłość. Wszystko co nas niepokoi i zaprząta rozpuszcza się w niej. Rozumiem, że mam w sobie potencjał stania się kochającym, pomocnym człowiekiem. Dlatego szanuję siebie. Mam ten potencjał tu i teraz, muszę go tylko rozwijać, praktykować i doskonalić. Wszystko czego potrzebuję mam już w sobie. Cieszą mnie małe rzeczy, które już opanowałem. Uznaję wartość swoich dobrych cech. Będę się doskonalił cały czas. Dociera do mnie, że siedzący obok mnie człowiek chce szczęścia i radości tak samo jak ja i posiada doskonałe cechy i potencjał. Naprawdę życzę mu, aby był szczęśliwy. W ten sposób mogę rozwijać współczucie wobec siebie i innych. Miłość, współczucie, szacunek, radość i równowaga stanowią podstawę medytacji. Możemy ich doświadczać poprzez bardzo proste praktyki opisane wcześniej. Zaczynam od siebie i uczę się krok za krokiem integrować innych. Z drugiej strony widzę jak inni doświadczają smutku, niezadowolenia, frustracji i staram się wyciągnąć z tego naukę dla siebie. Niewątpliwie zrywanie kontaktu, wycofanie i skupienie na własnym nieszczęściu prowadzi do cierpienia a nie do szczęścia. Kiedy miałam kiepskie samopoczucie Rinpocze zawsze zachęcał mnie, abym otwierała się na innych i coś im przynosiła. Kiedy czułam, że ktoś nie przepada za mną wysyłał mnie do tej osoby z pytaniem. Wyjście z izolacji wymaga wiele odwagi i siły. Ale naprawdę warto! Kontakt z innymi zamiast ciszy pełnej goryczy, dzielenie się otwartością zamiast rezerwy, akceptowanie każdej sytuacji zamiast stawiania oporu. Wsłuchiwanie się w innych zamiast użalania nad sobą, wybaczanie zamiast mściwości. Sami dobrze wiecie co można wpisać na tę listę. Nie chodzi o moralne zobowiązania, ale raczej o efektywne sposoby przynoszące szczęście. Nie czekaj aż ktoś się tobą zajmie. Przejmij inicjatywę! Żadna z opisanych tutaj spraw nie jest dla nas czymś nowym. Znamy je. Może uprzytomnienie sobie i bycie świadomym zainspiruje nas do ich stosowania.

James Low

James Low rozpoczął studia i praktykę w tradycji buddyzmu tybetańskiego w latach sześćdziesiątych w Indiach. Otrzymał nauki od Kalu Rinpocze, Czatrala Rinpocze, Kandziura Rinpocze i Duddzioma Rinpocze. Spotkawszy swojego rdzennego guru, Czime Rigdzina Lamę (znanego jako C.R. Lama) wiele lat mieszkał z nim w Bengalu, służąc mu kiedy to było konieczne i ucząc się tradycji. Podczas pobytu w Indiach odbył kilka odosobnień i pielgrzymek w Himalajach. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, po powrocie do Europy uczył się także u Namkhaia Norbu. James przetłumaczył wiele tantrycznych tekstów i sadan razem z C.R. Lamą, który chciał aby teksty linii Byangter były dostępne po angielsku. Wielu uczniów C.R.Lamy korzystało z nich w swojej praktyce. Od tego czasu wiele z nich przetłumaczono na inne języki europejskie. C. R. Lama poprosił Jamesa o nauczanie w 1976 roku, a później udzielił mu niezbędnych przekazów i pełnego upoważnienia w linii nauczania. James regularnie naucza podstaw dzigczen w Europie, od czasu do czasu publikuje tłumaczenia i komentarze. Obecnie pracuje jako specjalista psychoterapeuta w Szpitalu Państwowej Opieki Zdrowotnej (National Health Service Hospital) w Londynie i prowadzi prywatną praktykę. Uczy na wielu szkoleniach psychoterapeutycznych w Wielkiej Brytanii.